Wyruszamy z Corps
Cel jest jasny
Ekipa w pełni sił
Sprzęt spisuje się bez zarzutu
Stajemy na progu
Wchodzimy w głąb
Spotykamy Mamę
To daje nowe możliwości
Ścieżka jest wąska
A na szczycie – krzyż
I perspektywa
21 sierpnia 2010 r.
czwartek, 2 czerwca 2011
niedziela, 29 maja 2011
Jakiś brak
Ks. Scott Ernest Borgman, USA
Urodziłem się w rodzinie protestanckiej. Mój tata był pastorem. Uczył mnie miłości do Pisma Świętego i modlitwy. Często mówił o Bogu Stwórcy, który mnie kocha i ma pomysł na moje życie.
Moją wielką pasją było kino. Interesowałem się, jak powstają filmy. Fascynowała mnie gra aktorów. Rozpocząłem więc studia w szkole filmowej w Kalifornii. W tym czasie przestałem czytać Biblię, rzadko się modliłem. Już po drugim roku tworzyłem w Hollywood spoty reklamowe. Pracowałem tylko 3, 4 dni w tygodniu ale zarabiałem bardzo dużo pieniędzy i świetnie się ustawiłem. Kupiłem sobie mały jacht i wielki motocykl. Miałem też piękną dziewczynę, która pracowała jako modelka. Powinienem być szczęśliwy, a jednak w sercu wciąż czułem, że czegoś mi brakuje. Nie umiałem jeszcze powiedzieć czego.
Zacząłem szukać. Wróciłem do Pisma Świętego i modlitwy. Rozmawiałem z wieloma osobami. Ale wśród protestantów nie znajdowałem odpowiedzi. W tym czasie moi rodzice zdecydowali się wstąpić do Kościoła Katolickiego. To był dla mnie szok! Przecież tata był pastorem! Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pamiętam słowa ojca: „dopiero w Kościele Katolickim odnalazłem odpowiedzi na pytania, których od dawna szukałem w moim życiu”.
O wierze katolickiej nie wiedziałem prawie nic. Z ciekawości zacząłem przychodzić do kościoła na Mszę św. Wszystko było dla mnie nowe. Nie rozumiałem nawet dlaczego ludzie klękają. Nie wiedziałem, dlaczego człowiek ubrany w dziwne szaty podnosi do góry kielich i biały chleb. Dopiero z czasem odkryłem, że to te same znaki i te same słowa, które znałem z Ewangelii. Pamiętam też, że mimo tych pytań z kościoła wychodziłem z ogromną radością i niesamowitym pokojem w sercu.
Dwa lata po moich rodzicach przyjąłem bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą. Stałem się katolikiem.
Poznałem wielu księży, zakonników i wiele sióstr zakonnych. Odkryłem, że choć nie żenią się lub nie wychodzą za mąż, są szczęśliwi. Nie mieściło mi się to w głowie. Myślałem, jak człowiek można być szczęśliwym rezygnując z czegoś tak pięknego i dobrego jak małżeństwo i rodzina? Dziś wiem, że Bóg jest tak ogromną Miłością, że warto oddać Mu wszystko, całe swoje życie. Ja tak zrobiłem. I jestem szczęśliwy.
---
Scott przyjął święcenia kapłańskie 27 czerwiec 2010 r. w Tulon we Francji. Miałem szczęście uczestniczyć w tej uroczystości.
Opublikowane w Małym Gościu Niedzielnym, 06/2011
Urodziłem się w rodzinie protestanckiej. Mój tata był pastorem. Uczył mnie miłości do Pisma Świętego i modlitwy. Często mówił o Bogu Stwórcy, który mnie kocha i ma pomysł na moje życie.
Moją wielką pasją było kino. Interesowałem się, jak powstają filmy. Fascynowała mnie gra aktorów. Rozpocząłem więc studia w szkole filmowej w Kalifornii. W tym czasie przestałem czytać Biblię, rzadko się modliłem. Już po drugim roku tworzyłem w Hollywood spoty reklamowe. Pracowałem tylko 3, 4 dni w tygodniu ale zarabiałem bardzo dużo pieniędzy i świetnie się ustawiłem. Kupiłem sobie mały jacht i wielki motocykl. Miałem też piękną dziewczynę, która pracowała jako modelka. Powinienem być szczęśliwy, a jednak w sercu wciąż czułem, że czegoś mi brakuje. Nie umiałem jeszcze powiedzieć czego.
Zacząłem szukać. Wróciłem do Pisma Świętego i modlitwy. Rozmawiałem z wieloma osobami. Ale wśród protestantów nie znajdowałem odpowiedzi. W tym czasie moi rodzice zdecydowali się wstąpić do Kościoła Katolickiego. To był dla mnie szok! Przecież tata był pastorem! Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pamiętam słowa ojca: „dopiero w Kościele Katolickim odnalazłem odpowiedzi na pytania, których od dawna szukałem w moim życiu”.
O wierze katolickiej nie wiedziałem prawie nic. Z ciekawości zacząłem przychodzić do kościoła na Mszę św. Wszystko było dla mnie nowe. Nie rozumiałem nawet dlaczego ludzie klękają. Nie wiedziałem, dlaczego człowiek ubrany w dziwne szaty podnosi do góry kielich i biały chleb. Dopiero z czasem odkryłem, że to te same znaki i te same słowa, które znałem z Ewangelii. Pamiętam też, że mimo tych pytań z kościoła wychodziłem z ogromną radością i niesamowitym pokojem w sercu.
Dwa lata po moich rodzicach przyjąłem bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą. Stałem się katolikiem.
Poznałem wielu księży, zakonników i wiele sióstr zakonnych. Odkryłem, że choć nie żenią się lub nie wychodzą za mąż, są szczęśliwi. Nie mieściło mi się to w głowie. Myślałem, jak człowiek można być szczęśliwym rezygnując z czegoś tak pięknego i dobrego jak małżeństwo i rodzina? Dziś wiem, że Bóg jest tak ogromną Miłością, że warto oddać Mu wszystko, całe swoje życie. Ja tak zrobiłem. I jestem szczęśliwy.
---
Scott przyjął święcenia kapłańskie 27 czerwiec 2010 r. w Tulon we Francji. Miałem szczęście uczestniczyć w tej uroczystości.
Opublikowane w Małym Gościu Niedzielnym, 06/2011
sobota, 28 maja 2011
Wyraźne pytanie
Ks. Stanley Masilompana, Republika Południowej Afryki
Pochodzę z kraju, który jeszcze niedawno był podzielony na dwa światy: biały i czarny. Biali mieszkali w jednej części miasta, czarni w drugiej. Czarni wysyłali dzieci do swoich szkół, biali do swoich. Biali nie robili zakupów w sklepach, w których kupowali czarni i odwrotnie. I tak było ze wszystkim. Te dwa światy, choć żyły blisko siebie, były bardzo odległe. Nie spotykali się ze sobą, patrzyły na siebie ze strachem, pogardą i złością.
Kiedy miałem kilkanaście lat, do parafii przyjechał misjonarz z Francji, ks. Emanuel. Nie mogłem zrozumieć dlaczego biały człowiek zamieszkał wśród czarnych, dlaczego wyjechał z bogatego kraju i przyjechał do nas, dlaczego opuścił najbliższych, by żyć tysiące kilometrów od domu. Powoli odkrywałem, że musi istnieć coś więcej. Coś, dzięki czemu misjonarz z Europy miał odwagę przekraczać granice między światem białych i czarnych. Dziś wiem, że to nie „coś”, ale Ktoś. To Bóg.
Gdy służyłem do Mszy św., nieraz przychodziło mi do głowy pytanie: „Może i ty będziesz księdzem?”. Ale nie traktowałem tej myśli poważnie. Byłem pewny, że pojawia się, bo jestem ministrantem. Pytanie jednak wracało. Z czasem coraz bardziej wyraźnie i głośno. Przestraszyłem się i... zacząłem uciekać. Przestałem służyć do Mszy św., a nawet rzadziej chodziłem do kościoła. Wydawało mi się, że już nie słyszę pytania.
Na studiach inżynierskich wszystkie egzaminy zdawałem bez problemu. Mimo to nie byłem szczęśliwy. Studiowałem, ale nie wiedziałem po co. Nie widziałem sensu. I wtedy znów wróciło pytanie: a może rzeczywiście Bóg chce bym został księdzem? Pomyślałem, jeśli nie zgłoszę się do seminarium, to nigdy się nie dowiem. Muszę przynajmniej spróbować. Jeśli kapłaństwo nie jest moim powołaniem, po prostu odejdę z seminarium. Przerwałem studia. I w seminarium odkryłem, że kapłaństwo jest moim prawdziwym powołaniem.
Mój tata długo nie zgadzał się z moim wyborem. Chciał, bym założył rodzinę, miał żonę i dzieci. Marzył, bym przekazał nazwisko, bo jestem jego jedynym synem. A u nas to bardzo ważne. Tata przestał nawet ze mną rozmawiać. To było dla mnie bardzo trudne. Dopiero podczas święceń kapłańskich widziałem, coś się w nim zmieniło. Od początku mszy tata był bardzo przejęty. Ręce mu drżały. A kiedy modląc się krzyżem, leżałem na posadzce, mój ojciec wzruszony płakał.
---
Stanleya znam od 3 lat. W Rzymie mieszkamy w jednym kolegium. W lutym 2009 r. byliśmy wspólnie w Polsce.
Opublikowane w Małym Gościu Niedzielnym, 06/2011
Pochodzę z kraju, który jeszcze niedawno był podzielony na dwa światy: biały i czarny. Biali mieszkali w jednej części miasta, czarni w drugiej. Czarni wysyłali dzieci do swoich szkół, biali do swoich. Biali nie robili zakupów w sklepach, w których kupowali czarni i odwrotnie. I tak było ze wszystkim. Te dwa światy, choć żyły blisko siebie, były bardzo odległe. Nie spotykali się ze sobą, patrzyły na siebie ze strachem, pogardą i złością.
Kiedy miałem kilkanaście lat, do parafii przyjechał misjonarz z Francji, ks. Emanuel. Nie mogłem zrozumieć dlaczego biały człowiek zamieszkał wśród czarnych, dlaczego wyjechał z bogatego kraju i przyjechał do nas, dlaczego opuścił najbliższych, by żyć tysiące kilometrów od domu. Powoli odkrywałem, że musi istnieć coś więcej. Coś, dzięki czemu misjonarz z Europy miał odwagę przekraczać granice między światem białych i czarnych. Dziś wiem, że to nie „coś”, ale Ktoś. To Bóg.
Gdy służyłem do Mszy św., nieraz przychodziło mi do głowy pytanie: „Może i ty będziesz księdzem?”. Ale nie traktowałem tej myśli poważnie. Byłem pewny, że pojawia się, bo jestem ministrantem. Pytanie jednak wracało. Z czasem coraz bardziej wyraźnie i głośno. Przestraszyłem się i... zacząłem uciekać. Przestałem służyć do Mszy św., a nawet rzadziej chodziłem do kościoła. Wydawało mi się, że już nie słyszę pytania.
Na studiach inżynierskich wszystkie egzaminy zdawałem bez problemu. Mimo to nie byłem szczęśliwy. Studiowałem, ale nie wiedziałem po co. Nie widziałem sensu. I wtedy znów wróciło pytanie: a może rzeczywiście Bóg chce bym został księdzem? Pomyślałem, jeśli nie zgłoszę się do seminarium, to nigdy się nie dowiem. Muszę przynajmniej spróbować. Jeśli kapłaństwo nie jest moim powołaniem, po prostu odejdę z seminarium. Przerwałem studia. I w seminarium odkryłem, że kapłaństwo jest moim prawdziwym powołaniem.
Mój tata długo nie zgadzał się z moim wyborem. Chciał, bym założył rodzinę, miał żonę i dzieci. Marzył, bym przekazał nazwisko, bo jestem jego jedynym synem. A u nas to bardzo ważne. Tata przestał nawet ze mną rozmawiać. To było dla mnie bardzo trudne. Dopiero podczas święceń kapłańskich widziałem, coś się w nim zmieniło. Od początku mszy tata był bardzo przejęty. Ręce mu drżały. A kiedy modląc się krzyżem, leżałem na posadzce, mój ojciec wzruszony płakał.
---
Stanleya znam od 3 lat. W Rzymie mieszkamy w jednym kolegium. W lutym 2009 r. byliśmy wspólnie w Polsce.
Opublikowane w Małym Gościu Niedzielnym, 06/2011
piątek, 27 maja 2011
Punkt zwrotny
Neron, cesarz Imperium, urządził polowanie na wyznawców Chrystusa mieszkających w Rzymie. Chrześcijanie znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Piotr, pierwszy papież, zdecydował się na ucieczkę. Ledwie wyszedł z miasta, zobaczył dobrze znany profil Człowieka. Dźwigał krzyż. - Dokąd idziesz Panie? – zapytał Piotr. - Idę do Rzymu - odparł Przechodzący - dać się powtórnie ukrzyżować.
Spotkanie nie trwało długo. Padło tak niewiele słów. Spojrzenie Jezusa musiało być przeszywające.
Zawrócił. Niedługo potem zginał ukrzyżowany głową w dół. Na miejscu spotkania pozostał kamień z odbiciem stóp Chrystusa. Ślad Przechodzącego. Znak nawrócenia. Punkt zwrotny. Zapis drogi. Rachunek sumienia.
Spotkanie nie trwało długo. Padło tak niewiele słów. Spojrzenie Jezusa musiało być przeszywające.
Zawrócił. Niedługo potem zginał ukrzyżowany głową w dół. Na miejscu spotkania pozostał kamień z odbiciem stóp Chrystusa. Ślad Przechodzącego. Znak nawrócenia. Punkt zwrotny. Zapis drogi. Rachunek sumienia.
czwartek, 26 maja 2011
Madryt od kuchni
Decyzja zapadła. W sierpniu jadę do Madrytu. Z trzydziestką na karku i zaawansowaną łysiną na głowie, wybieram się na Światowe Dni Młodzieży. Po raz pierwszy w życiu.
Wstępne kroki poczynione. Wpierw – jako student komunikacji – zgłosiłem chęć pomocy. Otrzymałem pozytywną odpowiedz i przydział do pracy w Sieci. Dziś przesłałem podstawowe dane, fotokopię dowodu osobistego i zdjęcie. Do uregulowania pozostaje jeszcze jedna drobna kwestia - finansowa.
Spodziewam się, że będzie gorąco. Nie tylko ze względu na hiszpańskie sierpniowe słońce, ale także z powodu czekającej mnie tam pracy. Mam włączyć się w przygotowanie ŚDM, współtworzyć je od kuchni. Roboty na pewno nie zabraknie. I zapewne będzie to niezła szkoła komunikacji, współpracy, życia i wiary.
Wstępne kroki poczynione. Wpierw – jako student komunikacji – zgłosiłem chęć pomocy. Otrzymałem pozytywną odpowiedz i przydział do pracy w Sieci. Dziś przesłałem podstawowe dane, fotokopię dowodu osobistego i zdjęcie. Do uregulowania pozostaje jeszcze jedna drobna kwestia - finansowa.
Spodziewam się, że będzie gorąco. Nie tylko ze względu na hiszpańskie sierpniowe słońce, ale także z powodu czekającej mnie tam pracy. Mam włączyć się w przygotowanie ŚDM, współtworzyć je od kuchni. Roboty na pewno nie zabraknie. I zapewne będzie to niezła szkoła komunikacji, współpracy, życia i wiary.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











