środa, 25 maja 2011

Przeczytana książka

Siedzę nad angielskim. Egzamin już w piątek o 14. Ścigam się z czasem, mocuję ze zmęczeniem lub lenistwem, naraz lub na przemian. To także jest Rzym, prawdziwie wielki świat.

Co jakiś czas odrywam się od podręcznika, słownika i biurka. Konieczne, by nie zgłupieć. Wtedy modlę się w pokoju lub wychodzę do kaplicy. Albo sięgam po książkę, obowiązkowo polską i już przeczytaną. Wracam do fragmentów, które zapadły mi w pamięć; tych ulubionych, zazwyczaj podkreślonych.

Dziś kolej na Ziemkiewicza. Książki – pisze – obok powietrza, wody i jedzenia jedną z rzeczy niezbędnych do życia. Zgoda. Dodał bym jeszcze: i kawy.

wtorek, 24 maja 2011

Maj, YouTube i różaniec

Czy różaniec może być modlitwą młodych? By znaleźć odpowiedź na to pytanie, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „May Feelings”.

Różaniec Elvisa Presleya
Inspiracja do stworzenia pierwszego krótkiego filmiku o różańcu wyszła od… Elvisa Presleya. Pod koniec kwietnia 2008 roku w jednym z akademików Madrytu grupa studentów usłyszała w radiu piosenkę The Miracle of Rosary. Dzięki niej młodzi zaczęli sobie zadawać pytanie: Jeżeli Elvis, protestant, śpiewał o różańcu, to dlaczego my, katolicy, nie zrobimy czegoś dla Maryi?

Odpowiedź nadeszła w ciągu kilku dni.Tak powstał May Feelings, w którym młodzi zaprezentowali 50 powodów, by wziąć do ręki różaniec. - Najlepsze w tym klipie jest to, że jest pozytywny – podkreśla prof. Diego Contreras, Dziekan Wydziału Komunikacji Społeczno – Instytucjonalnej Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie. - Zwykle łatwiej jest powiedzieć, dlaczego się czegoś nie robi, dlaczego się kimś nie jest. Tutaj zaproponowano pięćdziesiąt argumentów na „ tak”. I to z uśmiechem

Na ulicach Madrytu
May Feelings odniósł sukces. - W ciągu kilku dni zaczęliśmy otrzymywać komunikaty z całego świata, z USA proszono nas, byśmy to wideo prezentowali w szkołach i na uniwersytetach, sygnały docierały z Chile, Paragwaju, Urugwaju, Brazylii, Hiszpanii, Francji i Anglii – wspomina Miguel Rodriguez, jeden z twórców filmu. To zmobilizowało studentów, by rok później stworzyć drugą część, w której 50 młodych, w koszulkach z napisem I pray the Rosary, maszeruje po ulicach Madrytu. Przesłanie było proste: nie tylko modlimy się na różańcu, ale mamy odwagę mówić o tym publicznie.

Trzecia edycja May Feelings ukazała się w Roku Kapłańskim, a jego mottem były słowa: My już wiemy, że nie jesteśmy sami. Teraz oni muszą się dowiedzieć, że nie są sami. Niespełna trzyminutowy film miał podwójny cel: z jednej strony zwracał uwagę na obecności tysięcy księży na świecie, z drugiej, był wiadomością skierowaną bezpośrednio do nich - „dziękujemy za pracę, którą wykonujecie”. Młodzi postanowili uczynić z różańca znak solidarności z kapłanami.

W tym roku młodzi z Madrytu żyją już Światowymi Dniami Młodzieży. Czwarta część May Feelings – która nie przez przypadek ukazała się 1 maja – opowiada o Człowieku, który szukał młodych. Jego tajemnicą była miłość do Kobiety, więź z Matką Bożą. Jego sekretem - modlitwa różańcowa. Z różańcem w ręku - zmieniał świat, czynił go lepszym i bardziej sprawiedliwym. Jan Paweł II – bo o nim mowa - odmawiając różaniec uczył się wierzyć, kochać, przebaczać, przepraszać i trwać do końca. Dziś jest błogosławiony.

Od YouTube do modlitwy
Pierwszą część May Feelings obejrzało przeszło 521 tysięcy osób. Film nakręcony rok później około 426 tysięcy, następny ponad 404 tysiące. Ostatni, od niedawna obecny w Internecie, ponad 181 tysięcy.

Prawdziwa siła filmików nie leży jednak w liczbie zarejestrowanych wejść, ale w ludziach, którym pomogły na nowo odkryć moc i znaczenie modlitwy różańcowej. Piszą do nas ludzie, że pod wpływem May Feelings wrócili do modlitwy różańcowej. – dzielił się Rodriguez. - Grupy młodzieżowe zaczęły odmawiać różaniec za nas, byśmy kontynuowali naszą pracę… Myślę, ze bez wstawiennictwa Maryi i Ducha Świętego ten film nie dotarłby do tylu ludzi. To było od nas niezależne.

Jan Paweł II mówił do młodych: Wy jesteście nadzieją Kościoła. Wy jesteście moją nadzieją! Jak widać, starają się go nie zawieść.

Marzena Deresz, ks. Piotr Studnicki

***
Całość tekstu na www.franciszkańska3.pl

poniedziałek, 23 maja 2011

Księdzem się jest

W najnowszym numerze tygodnika „Idziemy” opublikowałem wywiad z kard. Mauro Piacenza, prefektem Kongregacji ds. Duchowieństwa. Naszą rozmowę streszczają słowa dedykacji, którą Purpurat wpisał na stronie tytułowej książki własnego autorstwa „Il Sigillo”: Drogiemu ks. Piotrowi, z żywym życzeniem, które jest modlitwą, by mógł stawać się codziennie tym kim „jest”. Innymi słowy: kapłaństwo to nie tyle to, co ksiądz robi; księdzem przede wszystkim się jest. Na każdym miejscu, w każdej sytuacji. Z wszystkimi konsekwencjami. Zawsze i na zawsze.

Na marginesie dodam, że po zakończeniu Roku Kapłańskiego ok. 400 mężczyzn, którzy porzucili kapłaństwo (przez co zostali suspendowani), zwróciło się do Kongregacji z prośbą o możliwość powrotu. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy i automatycznie zostaną przywróceni do posługi kapłańskiej. Historia każdego z nich jest inna. Różna jest też ich dzisiejsza sytuacja. Każdy "przypadek" bada się wnikliwie z osobna. Niemniej - pytając o owoce Roku Kapłańskiego - sam fakt warto odnotować.

niedziela, 22 maja 2011

Prawdziwe pytania

Wgryzam się w nietuzinkowe dzieło kard. Josepha Ratzingera: „Wiara – prawda – tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata”. Lektura bardzo aktualna. W październiku ma odbyć się spotkanie międzyreligijne w Asyżu połączone z modlitwą o pokój na świecie. Benedykt XVI wszedł na drogę, którą zapoczątkował bł. Jan Paweł II.

Spotkania w Asyżu w 1986 i 2002
należą do najbardziej wymownych wydarzeń pontyfikatu Karola Wojtyły, ale i do najbardziej kontrowersyjnych. Pytań nie brakuje. Czy tego typu spotkanie nie są pozorowaniem wspólnoty, której tak naprawdę nie ma? Czy naprawdę są znakiem jedności i pokoju, czy raczej źródłem zamieszania? Czy ryzyko nie przeważa oczekiwań i nadziei?

Nie ma prostych odpowiedzi, ale trudno odmówić słuszności pytającym. Pytania są prawdziwe. Tym bardziej warto przebijać się przez „szorstką powierzchnię” i docierać do „dna” takich słów jak „wiara”, „prawda”, „tolerancja” czy „dialog”.

niedziela, 15 maja 2011

Biała noc

W ośmiu rzymskich kościołach przed beatyfikacją Jana Pawła II odbyły się czuwania modlitewne. Biała noc modlitewna w Rzymie. Jedna z tych, których warto było nie przespać.

Godz. 22.26, via della Conciliacione

Główna ulica prowadząca na plac św. Piotra. Siostry Katarzynki mają ze sobą karimaty, śpiwory, koce, a w plecakach termosy z ciepłą kawą i kanapki. Są gotowe spędzić noc pod gołym niebem, na ulicy. Wszystko po to, by podczas beatyfikacji Jana Pawła II być jak najbliżej ołtarza i papieża.

Nie tylko one tego pragną. Podobno niektórzy koczują już od rana. Teraz jest ich ok. 150. Przyjechali z Mielca, Katowic, Grodziska Wielkopolskiego, Warszawy, Gdańska, Tymbarka, Limanowej... Jeszcze przed godziną czy dwoma było ich o wiele więcej. Ale policja włoska, ze względów bezpieczeństwa, usiłuje zamknąć na noc ulice, i konsekwentnie wyprasza stąd wszystkich. Ludzie się buntują. Nie wiedzą, gdzie iść. Boją się, że jak odejdą, jutro nie zdołają wejść na Plac.

- Chciałyśmy być na początku, ale jeśli tak Bóg chce, będziemy na końcu – mówi jedna z sióstr. A mnie przypominają się Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, w 2000 r. Jan Paweł II szczególnie serdecznie pozdrowił wtedy tych, którzy są na końcu i nic nie widzieli. On ich dostrzegł, docenił. Może jutro ci ostatni, którzy nic nie zobaczą, będą tak naprawdę najbliżej niego?

Próbuję wydostać się z via della Conciliazione. Nie jest proste, bo przy wszystkich wyjściach koczują tysiące pielgrzymów. Staram się ich nie podeptać. Pozdrawiamy się uśmiechem lub krótkim słowem. Włosi, Hiszpanie, Meksykanki, Austriacy, i wielu, wielu Polaków. Oni są najgłośniejsi. Mijam grupę z Lublina. Gitary i śpiewy nie milkną. Wygląda na to, że dopiero zaczynają się rozkręcać.

Godz. 23.54, Chiesa del Gesù

Barokowa świątynia jezuitów jest ogromna. W kościele jakieś kilkaset osób, ale jest jeszcze sporo wolnego miejsca. Na ołtarzu stoi monstrancja z Najświętszym Sakramentem. Modlitwę prowadzi młodzież z katolickiego ruchu G.A.M. Ktoś powoli czyta kilka mocnych zdań Jana Pawła II. Schola animuje śpiew. Wielki kościół wypełnia się modlitwą. Unoszą się słowa, śpiew i cisza.

- Dziś dziękujemy za błogosławionego Jana Pawła II. Wcześniej modliliśmy się za niego. I jedno, i drugie jest znakiem, że go kochamy. Bo miłość do papieża jest naszym charyzmatem – tłumaczy Cinca Di Natale, jedna z animatorek odpowiedzialnych za czuwanie.

Młodzi przygotowali foldery – modlitewniki po włosku, hiszpańsku, angielsku i polsku. Rozdają je przed kościołem, zapraszają do modlitwy. W dwóch konfesjonałach spowiadają kapłani. Czuwanie ma zakończyć się o 6 rano osobistym zawierzeniem się Matce Bożej i Bożemu Miłosierdziu.

Godz. 00.40, Chiesa san Agnese in Agone


Niewielki kościół jest nabity. Trudno się przecisnąć. Czuwający na modlitwie zanurzeni w półmroku. W rękach trzymają zapalone świece. Wyraźny strumień światła spływa tylko na Najświętszy Sakrament. Światłość bije od ołtarza.

Siedzę na ziemi. „Tylkoorłyszybująnad granią. tylko orłom nie straszna jest przepaść, wolne ptaki wysoko latają...”. Próbuję złapać melodię, zapamiętać słowa, włączyć się w śpiew. – Ta pieśń powstała w ogrodach watykańskich w 2001 roku. Czekaliśmy na audiencję z Janem Pawłem II – szepcze mi do ucha pan Jacek Silski. – Każda lednicka pieśń ma swoją historię – dodaje. Obok siedzi jego żona, pani Danuta. Pobrali się w 1976 roku, oczywiście u dominikanów w Poznaniu. Ich dwie córki, Ania i Alicja, są współorganizatorkami lednickich spotkań.

Czuwanie prowadzi ojciec Jan Góra ze swoją lednicką młodzieżą. – Każdy coś zawdzięcza Janowi Pawłowi II. Mnie nauczył jak być ojcem dla młodzieży. Patrzył w oczy. Był szczery. Nigdy nie podlizywał się młodym. W osieroconym świecie miał odwagę być ojcem. A jego ojcostwo było odbiciem ojcostwa Boga – przypomina Dominikanin. Jego słowa są tłumaczone na język włoski.

Godz. 01.37, Chiesa Nuova

Już na progu uderza mnie podniesiony głos kapłana. Pierwsza myśl okazała się bezbłędna. Ci, którzy szczelnie wypełnili wielki i piękny kościół oratorianów, są na drodze Neokatechumenalnej.

- Jan Paweł II nie urodził się z papieską piuską na głowie ani nie był Supermanem. Był grzesznikiem. Gdyby nie był słaby, nie potrzebowałby ani modlitwy, ani spowiedzi. On właśnie uznając swoją słabość, odkrył znaczenie i moc modlitwy – przekonuje ksiądz z ambony. Kilku innych kapłanów spowiada w bocznych kaplicach.

20-letni Ekwadorczyk, Juan, przypomina, że to właśnie Jan Paweł II zatwierdził po raz pierwszy statuty „drogi”. – Z tego powodu beatyfikacja papieża jest dla nas bardzo osobistym świętem i dziękujemy za to Bogu – mówi.

Dla Danilo, studenta z Neapolu, papież jest przykładem wiary bardzo konkretnej, którą można naśladować. Jest to wiara, która nie boi się krzyża, przyjmuje go, całuje i dźwiga do końca. – Młodzi potrzebują jasnych i radykalnych znaków. Jan Paweł II taki właśnie jest – zapewnia.

Pewnie dlatego tysiące młodzieży jest tej nocy w Rzymie…